"And God Created an Aniamal", fotografia cyfrowa, 146 cm x 182 cm, USA, 1996.



"Before Diana's Hunting", fotografia cyfrowa,146 cm x 222 cm, USA, 1996.



"Horses", fotografia cyfrowa, 146 cm x 204 cm, USA, 1996.

Do fotografii ciągnął mnie jej realizm, możliwość wyrażania rzeczy wprost. Tradycyjna fotografia trudno daje zmienić swoją formę - co raz zostało naświetlone na kliszy nie bardzo można odwrócić. W jakimś stopniu jednak manipuluje się fotografią, narzuca określoną interpretację. Moje doświadczenia z fotografią bardziej przypominają produkcję figuratywnego malowidla lub zredukowanej do dwu wymiarów instalacji, niż płaskiego fotogramu.

Dzięki możliwości pracy na komputerze, w której nie chodzi już o rejestrowanie istniejącego stanu na kliszy światłoczułej, moja praca jest rozciągnięta w czasie. Jest wykonywana z premedytacją, poprzedzona gruntowną selekcją. Komponowanie całości zachodzi przez dodawanie i odejmowanie elementów - paradoksalnie jest to praca bardziej rzeźbiarza niż fotografa - swoista praca w glinie. Końcowy efekt nie jest tradycyjną fotografią. Obrazy, drukowane przy użyciu drukarki a nie naświetlone tradycyjnie na papierze fotograficznym, wyglądają naturalnie i widz przy pierwszym zetknięciu nie powinien mieć wątpliwości, że ma do czynienia z fotografią.

Zależy mi jednak by to co widać nie zdradzało symptomów użycia komputera takich jak pikselacja lub efekty specjalne charakteryzujące użyty program lub filtr. Chcę wyprodukować fotografie o tradycyjnej estetyce, i schować za nią technologię. Ale najbardziej pociągająca jest wolność wyboru. Mogę osobiście decydować o wszystkim: przestrzeni, jej składnikach, zamieszkujących ją obiektach, ich detalach, świetle i cieniach oraz emocjach które wywołuje całość. Symbolicznie przekraczam pewną granicę, gdzie spotyka się technologia ze współczesną filozofią, etyką wolności, relatywizmem. Stąd już tylko krok do manipulacji na skalę obecnego wieku. Przy bardzo ważnym aspekcie formalnym jest to przede wszystkim działanie konceptualne,

Myślę o nowych pomysłach. Następnym krokiem byłoby skomponowanie obrazu brutalnego do możliwych granic, skrajnie emocjonalnego - w cichej pracowni, w komfortowych warunkach, bez wysiłku fizycznego, bez uczestniczenia w żadnych skrajnych wydarzeniach. Temat właściwie jest nieważny: może być to sztuczna wojna lub zbrodnia, sztuczna tragedia, sztuczny poród w wielkim sztucznym cierpieniu, sztuczny koniec świata a zaraz potem jego nowe sztuczne zmartwychwstanie. Podrobiony wschód i zachód słońca. Wiem, że mogę wiele, w granicach prawa do swobodnej wypowiedzi. Nic nie może mi zagrozić dopuki tworzę. Nie muszę być lojalny wobec ludzi. W oderwaniu od nich mogę wyprodukować potwora, i dać im by go zaakceptowali lub odrzucili.

Jacek Malinowski, fragment pracy magisterskiej pt."10 projektów", Rutgers University.



"The Entrance", digital photograph, 146 cm x 250 cm, USA, 1996.